"W poszukiwaniu złotego jabłka” | spotkanie z Bellą Szwarcman-Czarnotą i Różą Ziątek-Czarnotą | 07-09-2019

liderbuchKIEDY: 07-09-2019

GDZIE: Biblioteka Manhattan, Al. Grunwaldzka 82

START: 16:00 

Zapraszamy na spotkanie z autorkami książki "W poszukiwaniu złotego jabłka. Lider buch – Śpiewnik rodzinny", czyli Bellą Szwarcman-Czarnotą (pisarką, tłumaczką i felietonistką pisma „Midrasz”) oraz  Różą Ziątek-Czarnotą (skrzypaczką specjalizującą się w muzyce dawnej).

Książka zawiera teksty i nuty piosenek wraz z tłumaczeniem na polski i transkrypcją tekstu w jidysz. Są tu także zamieszczone przekłady wierszy dla dzieci Icchoka Lejbusza Pereca oraz noty o kompozytorach i autorach tekstów.
W odpowiedzi na głosy czytelników, w dwa lata po ukazaniu się książki autorki nagrały płytę z piosenkami w niej zamieszczonymi.

Z przedmowy Belli Szwarcman-Czarnoty do książki "W poszukiwaniu złotego jabłka. Lider buch – Śpiewnik rodzinny, Austeria 2016


Lubię śpiewać – zwłaszcza wtedy, gdy jest mi smutno” – mawiała nasza ciocia Fejga, choć ja pamiętam, że nuciła i śpiewała wtedy, gdy się krzątała po domu: gotowała, piekła, szyła. Mama natomiast nigdy nie łączyła śpiewu z pracą – zapewne dlatego, że nie lubiła prac domowych, a śpiew był czynnością odświętną, przez wiele lat także zawodową.
Ukończyła stworzony przez wybitnego muzyka Rafaela Rubinsztejna, byłego dyrygenta Opery Odeskiej, Żydowski Instytut Wilnie, w klasie śpiewu solowego prof. Elzy Igdal-Rubinsztejn. Była zatem po prostu śpiewaczką. […]
Śpiewał także nasz ojciec i siostry naszej mamy. Jak na rodzinę żydowską po Zagładzie – było nas całkiem sporo. Niemal w każdą niedzielę w naszym domu odbywały się śpiewy chóralne. I był to nie byle jaki chór, bo czterogłosowy. Było to ważne zwłaszcza wtedy, gdy telewizory nie były powszechnie dostępne, słuchało się tylko radia. […]
To były pogodne chwile, takie, w których czułam się dzieckiem. Nie rozmawiano wtedy o latach wojny, tułaczki, o śmierci czy głodzie. Oczywiście chłonęłam wszelkie wspomnienia, nie wszystko rozumiejąc do końca, ale czułam się wtedy raczej jak partnerka, jak równoprawny członek rodziny. Słuchając śpiewu lub dołączając do śpiewu – byłam tym, kim byłam. Niedużą dziewczynką. […]
Niniejszą książeczką chcemy ocalić przede wszystkim piosenki w jidysz, a spośród nich – te mniej znane. Utrwalamy jednak nie tylko piosenki, ale może przede wszystkim – co niezwykłe w czasach po Zagładzie, w Polsce – sam fakt podtrzymywania nieprzerwanej więzi między pokoleniami. Może brzmi to jak wyświechtana fraza, ale dla mnie jest wypełniona treścią.
Chodzi tu o pewną tradycję rozumianą nie jako zastygły zestaw praktyk, gestów, słów, wciąż powtarzany w niezmiennej i nie zmienionej postaci.
Tradycję, której sens polega na przekazywaniu jej w taki sposób, aby mogła zostać przetworzona i odnowiona. To kabala (otrzymywanie) i mesora (przekazywanie) zarazem. Jak w opowiadaniu Icchoka Lejbusza Pereca Gilgl fun a nign (Przeistoczenie melodii) – transmigracja melodii podchwyconej przez skrzypka reb Chaimla, która to melodia potem zostaje przetworzona na weselu, w teatrze, w „świętą pieśń”, w lament żebraczy, aż wreszcie wykonuje ją jazzband w Ameryce.
I chodzi nie tylko o to, lecz też o danie nadziei.
Szmerke Kaczergiński, bojownik wileńskiego getta, napisał w pieśni Zol szojn kumen di geule (Niechaj nadejdzie zbawienie): „I obudzi się Mesjasz ze swego snu głębokiego/ kiedy usłyszy nasz modlitewny śpiew”. Nie modlitwę miał jednak na myśli, lecz żeby w tym, co śpiewamy i robimy, było modlitewne (tfiledike) tchnienie i żar, który pozwoli przetrwać.
Nie tylko nam, ale i przyszłym pokoleniom. Chcę wierzyć, że tak się stanie.


Nie są to oczywiście wszystkie piosenki w jidysz, jakie u nas śpiewano, lecz jedynie drobna cząstka. Trzeba było dokonać selekcji – nie jest to przecież śpiewnik sensu stricto. Zapisowi nutowemu każdej piosenki towarzyszy tekst w brzmieniu fonetycznym – nie zawsze zanotowanym zgodnie z przyjętymi zasadami, chodziło bowiem o podanie wymowy nieznającym języka. Obok zapisu fonetycznego znajduje się tekst zapisany w jidysz oraz jego przekład na język polski. Przekłady nie są dosłowne,
ale też nie odbiegają radykalnie od tekstu oryginału. Czytelnik lub użytkownik znajdzie też notki o autorach tekstów i o kompozytorach wraz z okolicznościami, w jakich piosenki te były wykonywane w naszym Spisywałyśmy te piosenki tak, jak je zapamiętałyśmy, czasem spierając się o jakieś szczegóły bądź zaglądając do śpiewników. Zawsze jednak rozstrzygająca była wersja „domowa”. Tym samym kierowałyśmy się w wyborze tonacji – wszystkie mamy niskie głosy, śpiewamy altem.

Z przedmowy Róży Ziątek-Czarnoty

Od kiedy sięgam pamięcią, wiedziałam, że są to piosenki pochodzące z domu mojej mamy i że ona się ich nauczyła, słuchając głównie w wykonaniu kobiet ze swojej rodziny – matki i cioci Fejgusi, która pełniła ważną rolę w jej wychowywaniu. Gdy ja byłam dzieckiem, moja babcia – mama mojej mamy – już nie żyła, więc ja słyszałam te
piosenki tylko od mojej mamy. Okazjonalnie widywałam się z dwiema ciotkami mamy – wspomnianej Fejgusi też już nie było, ale w Warszawie mieszkała jej siostra Gisia, a w Szwecji jej siostra Ewa. Te moje dwie ciocie - babcie miały swój repertuar piosenek w jidysz i gdy spędzałam u nich czas, podśpiewywały je często. […]
Ten tajemny świat, który się przede mną otwierał poprzez muzykę, był więc poniekąd wehikułem czasu, łączącym mnie z kolejnymi, coraz bardziej odległymi i coraz mniej znanymi pokoleniami. Odsłaniał niespodziewanie fragmenty świata, którego już nie ma, ale po którym pozostały łączące nas tradycje

 

Link do rozmowy o książce i płycie z „Przekroju

 

 


Drukuj   E-mail